Oszalały i niezborny świat, ni to nowoczesny, ni bezradny z powodu zaplątania się w informatycznej sieci, zrezygnował z kreowania spójnych światopoglądów w przeświadczeniu, że żadnych nowych całości stworzyć się już nie da. Czas modernistycznych metanarracji minął bezpowrotnie, pozostały już tylko mikronarracje oparte na niczym nieograniczonej różnorodności reguł, formułowane w lokalnych językach subkulturowych, niezależne i hermetyczne. Sytuacja ta stała się także syndromem sztuki.
Jej specyfika we współczesnym wydaniu polega m.in. na nieprzewidywalności. Artyści, korzystając z niewyczerpanych rezerw informacji, przy tym nieustannie buszując w przepastnych zasobach banków chwilowych ikon, stosując do tego nieposkromioną wynalazczość techniczną z jej brakiem medialnej ogłady – uprawiają wyzuty z istotnego kontekstu i pozbawiony realnego adresata wirtualny anarchizm, nonszalancko dążąc do niezgody z otoczeniem, więcej: pozostając w niezgodzie ze sobą i konstruując przesłania niezgodne wewnętrznie.